Pamiętasz, co przez
ciebie zrobiłam?
Teraz już wiem, że postąpiłam bardzo źle.
Nie warto było narażać siebie i dziecka dla takiego kogoś
jak ty.
Osunęłam się po ścianie
i rozpłakałam. Przesiedziałam tak niecałą godzinę, nie myślałam o niczym, nie
myślałam o tobie, o dziecku, tylko po prostu płakałam. Później ocknęłam się i
pewnym krokiem, ocierając słone łzy spływające z policzka powędrowałam do kuchni.
Otworzyłam jedną z szafek, wyjęłam szklankę, a z lodówki pół litra wódki.
Przeszukałam cały dom, nie mogąc znaleźć papierosów. Znalazły się na parapecie
w mojej sypialni. Usiadłam na podłodze w salonie, w jedną rękę chwyciłam
butelkę wódki, a w drugą zaś pilot od wieży. Z głośników popłynęła muzyka Iron
Maiden „Fear of a dark”. Twoja ulubiona
piosenka. Pociągnęłam duży łyk trunku, krztusząc się niemiłym smakiem.
Odpaliłam papierosa, później drugiego, trzeciego, aż w końcu całą paczkę. Po
dwóch godzinach wypiłam całą butelkę, wypaliłam cała paczkę papierosów, a
piosenkę wykułam już na pamięć. Co było dalej, nie pamiętam, podejrzewam, że
zasnęłam.
Obudziło mnie
natarczywe pukanie do drzwi. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam butelkę po
wódce, szklankę i pełno petów w popielniczce. Na podłodze leżało nasze wspólne
zdjęcie, a właściwie jego dwie połówki. Na jednej byłam ja, na drugiej ty –
roześmiany, z iskierkami w oczach. Wstałam, czując jak pęka mi głowa.
Podreptałam do drzwi, po drodze potykając się o twoje buty. Kopnęłam je z całych
sił, zaciskając pięści. Otworzyłam drzwi, a do mieszkania wpadła Sabina z
Blanką.
-Oli, od godziny
próbujemy się do ciebie dodzwonić! – krzyknęła Blanka.
-Ciszej.
-Oszalałaś? Co to
jest? Papierosy, wódka? Oliwia, jesteś w ciąży! Musisz o siebie dbać! Co się
stało? – trajkotała Sabina.
-Nic. Nie chcę tego
dziecka. – powiedziałam odpalając papierosa, który musiał się gdzieś uchować
wczorajszej nocy.
-Ty chyba oszalałaś.
Zaciągnęłam się fajką,
nie słuchając już paplania przyjaciółek. Mocny dym drażnił moje nozdrza,
pozwalając na chwilę zapomnieć o całym świecie, zrelaksować się. Niestety nie
dane mi było dłużej relaksować się tytoniem, bo Konarska brutalnie wyrwała mi
papierosa z dłoni.
-Spróbuj zrobić coś
głupiego. – pogroziła mi Blanka i razem z Sabiną wyszła z mojego pokoju.
Podniosłam się z
kanapy i poszłam do łazienki. Zimnie strumienie wody pobudzały do życia
zmęczone ciało.
Owinęłam się białym
ręcznikiem i wyszłam z łazienki. W kuchni siedziały dziewczyny, każda z kawą w dłoni. Usiadłam na jednym z wolnych krzeseł.
-Usunę to dziecko.
-Oliwia, ty naprawdę
oszalałaś. Co ty wygadujesz?! Gdzie jest Andrzej? – wrzeszczała Blanka
-Andrzej to
nieodpowiedzialny dupek. Niech spieprza z mojego życia, przecież musi rozwijać
swoją karierę. – powiedziałam podenerwowana z lekką ironią w głosie.
-Żartujesz, on cię
zostawił?! Z dzieckiem w drodze?!
Nie odpowiedziałam,
połknęłam tylko tabletkę przeciwbólową i poszłam do sypialni z zamiarem
ubrania się. Założyłam czarne rurki i kremową bluzkę z krótkim rękawkiem. Szybko
posprzątałam bałagan w salonie i nagadałam dziewczynom, że nie zrobię nic
głupiego i mogą już iść. Gdy drzwi za nimi zamknęły, usiadłam na parapecie i
odpaliłam kolejną fajkę.
Nie obchodzi mnie to
dziecko, chcę się go pozbyć. Nie mam zamiaru wychowywać go sama, bo ty masz co
innego to roboty. Aborcja będzie najlepszym wyjściem w tej sytuacji. Tu
uciekłeś od problemu, ja też ucieknę.
Zaciągnęłam się dymem,
a przed moją głowę przylatywały słowa wypowiedziane przez ciebie jakiś czas
temu.
„Obiecuję, przejdziemy
przez wszystko razem. Bez względu na wszystko, zawsze będę przy tobie.”
Tego samego dnia udaję
się pod adres znaleziony w internecie. Niepewnie wchodzę do pomieszczenia.
Siadam na krzesełku, a po chwili pojawia się mężczyzna ubrany w biały kitel.
-Zapraszam do
gabinetu. – mówi, gestem wskazując drzwi.
Wyjaśniam wszystko i
czekam na jego reakcje. Serce nie bezpiecznie przyspiesza, robi mi się słabo.
Nerwowo kładę rękę na leciutko wypukły brzuch. Po chwili facet po czterdziestce
każe mi zdjąć bluzkę i położyć się na fotelu. Wilgotną maź rozsmarowuje po moim
brzuchu. Po zrobieniu USG „lekarz” nakazuję mi się ubrać i usiąść na poprzednim
miejscu.
-Niestety nie da się
przeprowadzić aborcji. Płód jest już rozwinięty, choć bardzo mały. Jest już za
późno, przykro mi.
Zdenerwowana wychodzę z pomieszczenia i wracam do domu. Nie
rozpijam się, nie duszę się papierosami. Siedzę tylko w wygrzebanej z
dna szafy bluzie, która nadal pachnie tobą i przez godziny płaczę, nie mogąc
wymyślić żadnego planu na swoje życie, prawdopodobnie jako samotna matka.
Pogodziłam się z tym, że muszę sama wychować moje dziecko. Bez twojej pomocy, więc nie waż się ponownie zjawiać w moim życiu.
Pamiętaj, obiecałeś.
*